Days 2-5 (Guilin, Yangsho)
Noc minela dosc spokojnie. Po ponad 24 nie mialem problemow z zasnieciem. Pociag zgodnie z czasem dojechal do stacji docelowej Guilin okolo 9:00. Nie do konca wiedzielismy czy my rowniez powinnismy wysiasc na tej stacji bo z przewodnika Lonely Planet wynikalo ze w tym 700 tys. miescie sa dwie. Napierajacy na nas tlum uswiadomil nam ze jednak powinnismy opuscic wagon bo pociag dalej nie pojedzie. Tak tez zrobilismy i po wyjsciu trafilismy na tak zwanych "naganiaczy". Niestesty, nasze skille w tej dziedzinie nie byly jeszcze wystarczajaco rozwiniete dlatego poslusznie poszlismy za pania ktora byla w stanie wymowic kilka slow po angielsku.
Poniewazw w Yangshuo nie ma stacji kolejowej, chcielismy od razu kupic bilety na kolejny etap naszej podrozy, majac na uwage informacje ze bilety w Chinach nalezy kupowac z kilkudniowym wyprzedeniem. Poniewaz oferta "biura" do ktorego trafilismy, a ktore na poczatku wzielismy za informacje turystyczna, wygladala dosc rozsadnie, postanowilismy zamowic bilety ktore mielismy odebrac w dniu odjazdu (za 3 dni). Glupi my, nie sprawdzilismy w kasach biletowych czy faktycznie bilety na interesujacy nas termin zostaly juz sprzedane. Chiny 1:1 Polska. Stracilismy na tym cale 15 zl (bilet na hard sleepera kosztowal nas 310 zamiast 280 RMB).
Majac juz pewnosc ze bilety beda na nas czekac, pan Chinczyk chcial nam wcisnac jeszcze kilka wycieczek ale spotkal sie z nasza odmowa i wskazaniem ze wg Lonely Planeta te wycieczki sa znacznie tansze. Po krotkiej lekturze przez pana chinczyka (musial sie dowiedziec ile zdzierac z innych turystow) naszej nowej edycji przewodnika udalismy sie juz na dworzec autobusowy aby za 7 RMB (niecale 3.5 PLN) udac sie w godzinna podroz do Yangshuo. Tym razem wszystko przebieglo bez problemow i juz po kilkunastu minutach od wyjazdu z Guilin ogladalismy krasowe wzgorza porosniete subtropikalna roslinnoscia charakterystyczna dla tej strefy klimatycznej.
Noc minela dosc spokojnie. Po ponad 24 nie mialem problemow z zasnieciem. Pociag zgodnie z czasem dojechal do stacji docelowej Guilin okolo 9:00. Nie do konca wiedzielismy czy my rowniez powinnismy wysiasc na tej stacji bo z przewodnika Lonely Planet wynikalo ze w tym 700 tys. miescie sa dwie. Napierajacy na nas tlum uswiadomil nam ze jednak powinnismy opuscic wagon bo pociag dalej nie pojedzie. Tak tez zrobilismy i po wyjsciu trafilismy na tak zwanych "naganiaczy". Niestesty, nasze skille w tej dziedzinie nie byly jeszcze wystarczajaco rozwiniete dlatego poslusznie poszlismy za pania ktora byla w stanie wymowic kilka slow po angielsku.
Poniewazw w Yangshuo nie ma stacji kolejowej, chcielismy od razu kupic bilety na kolejny etap naszej podrozy, majac na uwage informacje ze bilety w Chinach nalezy kupowac z kilkudniowym wyprzedeniem. Poniewaz oferta "biura" do ktorego trafilismy, a ktore na poczatku wzielismy za informacje turystyczna, wygladala dosc rozsadnie, postanowilismy zamowic bilety ktore mielismy odebrac w dniu odjazdu (za 3 dni). Glupi my, nie sprawdzilismy w kasach biletowych czy faktycznie bilety na interesujacy nas termin zostaly juz sprzedane. Chiny 1:1 Polska. Stracilismy na tym cale 15 zl (bilet na hard sleepera kosztowal nas 310 zamiast 280 RMB).
Majac juz pewnosc ze bilety beda na nas czekac, pan Chinczyk chcial nam wcisnac jeszcze kilka wycieczek ale spotkal sie z nasza odmowa i wskazaniem ze wg Lonely Planeta te wycieczki sa znacznie tansze. Po krotkiej lekturze przez pana chinczyka (musial sie dowiedziec ile zdzierac z innych turystow) naszej nowej edycji przewodnika udalismy sie juz na dworzec autobusowy aby za 7 RMB (niecale 3.5 PLN) udac sie w godzinna podroz do Yangshuo. Tym razem wszystko przebieglo bez problemow i juz po kilkunastu minutach od wyjazdu z Guilin ogladalismy krasowe wzgorza porosniete subtropikalna roslinnoscia charakterystyczna dla tej strefy klimatycznej.
Po godzinnej podrozy znalezlismy sie w Yangshuo. Juz w autobusie zaczepila nas pani chinka, po chinsku wytlumaczyla nam ze chodzi o hostel. Kiedy dojechalismy na miejscu czekal juz na nas chinczyk mowiacy w miare dobrze po angielsku. Po inspekcji i krotkich targach zaoferowal pokoj za 90 juanow. Cena wydala nam sie rozsadna a zmeczenie po podrozy zrobilo swoje dlatego zgodzilismy sie wziac pokoj z lazienka i klimatyzacja (co za burzujstwo). Jak sie pozniej okazalo, byla to troche wygorowana cena ale za to widok z dachu hostelu nam to kompensowal.
Na miejscu kupilismy trzydniowy pakiet wycieczek (rejs po rzece Li - jedno z najbardziej znanych miejsc w Chinach ktore jest tez na rewersie banknotow 20 juanowych i wymarzonym miejscem na wakacje dla milionow chinczykow; drugiego dnia mielismy jechac na rowerach do jaskini z goracymi zrodlami a trzeciego na malowniczo polozone tarasy ryzowe).
W hostelu spotkalismy po raz pierwszy obcokrajowcow z ktorymi sie zaznajomilismy. Padlo oczywiscie na naszych przyjaciol Zydow (zwanych dalej goralami spod gory Synaj). Od nich dowiedzielismy sie kilku ciekawych rzeczy, miedzy innymi ze przeplacilismy za nasz pakiet o okolo 100 juanow. Ogolnie jednak pobyt w Yangshuo mozna zaliczyc do udanych gdyby nie to ze Antek stlukl kolano w jaskini co pozniej odbijalo sie w dalszych etapach podrozy. Wycieczki byly bardzo przyjemne jednak byl to ostatni raz kiedy pojechalismy na tak "zorganizowane" wycieczki. Od tej pory zaczelismy ostro ciac koszty i klocic sie o kazdego juana.
Niestety, Chiny (przynajmniej te najbardziej turystyczne miejsca) tak jak kraje Azji pd-wsch maja to do siebie, ze miejscowi traktuja bialych jak chodzace worki z kasa. Jest dosc pracochlonnym zajeciem uswiadamianie Chinczykow ze my tez mielismy komune i nie mamy zamiaru przeplacac. Od tego czasu zaczelismy bardzo ostro porowynywac ceny wielu produktow typu piwo, napoje, pierozki, noclegi i z czasem zaczelo nam to calkiem dobrze wychodzic. Spotkalismy rowniez wiele ciekawych osob w tym Amerykanow ktorzy mieli dosc zycia w Indianie i przeprowadzili sie do wioski pod Yangshuo a obecnie planuja rozpoczac produkcje sera...
Nastepny wpis bedzie juz z Pekinu gdzie wybieramy sie dzis wieczorem. Czeka nas 11h podroz a nie udalo nam sie kupic miejsc lezacych ani nawet siedzacych takze bedziemy musieli zawalczyc z Chiniolami o nienumerowane miejsca siedzace w jednym z kilku specjalnych wagonow dla plebsu ;).
